
Chce podzielić się kilkoma swoimi odczuciami dotyczącymi terapii pary, a może nawet odkryciami. Lubie towarzyszyć relacji na ich ścieżce do świadomości i często powtarzam, ale i doświadczam ze na terapie przychodzą trzy osoby, osoba z indywidualna historia, druga osoba z indywidualna historia i relacja, jako trzecia osoba. Współtworzona przez dwie pozostałe. Na początku, są one zlepione razem, jak kula plastelin, która ma wymieszane kolory, dla mnie praca z para to nazwanie każdego koloru i powolne oddzielanie. Tak, oddzielanie. Bo tylko dzięki niemu będzie możliwy wybór. Jak je łączyć , uzgadniając miedzy soba połączenia . Oraz, ze różnica nie jest odrzuceniem a spojrzeniem- masz inaczej i mogę zdecydować, hmmm… czy ja tez tak chce? A o co chodzi z tym wyborem, a o to ze w trakcie procesu terapii pary, uczymy się wybierać druga osobę, świadomie i otwarcie. Wybieram Ciebie i wybieram z Tobą być, a nie musze z Tobą być. Jakie to uwalniające .
